Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.

środa, 11 maja 2016

" Gorączkowo, zagadkowo "






Jak wczoraj pisałam Julia gorączkuje ,ale nie kaszle, nie ma kataru.

Byliśmy u pediatry ,który niczego niepokojącego nie zauważył- gardło blade, osłuchowo także czysto.

Chirurg także wykluczył jakoby od strony PEG-a mogła pojawić się gorączka.

Okazało się jednak , że Julka nadrywa sobie „PEG-a” a w zasadzie tą dziurkę w której umieszczona jest rureczka i z tego powodu podkrwawia.

Pani doktor stwierdziła, że to z powodu ruchów Julki.

W ciągu dnia jeszcze idzie Julkę dopilnować, żeby się na brzuszek nie odwracała, ale już w nocy ciężej.

I podejrzewam, że to właśnie w nocy dochodzi to naderwań.

Julia odwróci się na brzuszek i „skacze” i „szoruje” PEG-iem po materacu…..

Zamówiłam już taki pas pooperacyjny w rozmiarze XS ale musimy na niego poczekać.

Nie wiem czy się sprawdzi ale warto spróbować- może „tarcia „ nie będą tak intensywne????

No więc w dalszym ciągu zagadką zostaje dlaczego Julia gorączkuje???

Bo od poniedziałku temperatura się pojawia systematycznie.

Dziś w nocy doszła do 38,1 stopni.

CRP też nie najgorsze bo 6,25.

Poczekam z dwa dni i powtórzę badanie CRP żeby sprawdzić czy stan zapalny nie wzrasta.

Póki co zostaje obserwowanie Julki .

Dziś w nocy znów łatwo nie było….

Julia prawie całą noc nie spała.

I kolejna zagadka do rozwiązania-z jakiego powodu???


Zastanawiam się czy coś ją nie bolało, ponieważ płakała, szczypała się po twarzy ( aż na policzku takie małe kropeczki się pojawiły)…..


wtorek, 10 maja 2016

" Zabieg odwołany"






20 maja Julia miała mieć pierwszy zabieg podania komórek macierzystych.

Niestety zabieg został przeze mnie odwołany, z powodu braku środków finansowych.

Bardzo żałuję, bo nie ukrywam,że czas odgrywa tu kluczową rolę.

Szczególnie ,że już nie jest tak "różowo" jak to opisywałam kilka postów wcześniej.

Julcia znów jest "niedotykalska", znów ciężko ją przewinąć,nakarmić (nawet przez PEG-a) , o przytulaniach,głaskaniach nie ma mowy.

Jedyne co się poprawiło i zostało do dnia dzisiejszego po wprowadzeniu nowego leku to ,to że Juleczka zdecydowanie lepiej śpi w nocy, zasypia spokojnie, bez żadnych napadów.

Bez "szurania" nogami, bez wyrzutów kończyn, bez bezdechu, bez machania głową, bez oczopląsu.

W ciągu dnia też jest mniej napadów. Niestety całkowicie nie udało się jeszcze ich pozbyć.

Ciężko się patrzy na to wszystko...

Ciężko było wrócić do szarej rzeczywistości widząc przez te kilka dni całkiem inną moją lalunię.

Taką spragnioną czułości, miłości, przytulania, obecności drugiej osoby....

Teraz tylko gnębi mnie pytanie dlaczego znów gdzieś wymknęła nam się ta Julka?

Co się stało???

Na to pytanie chyba odpowiedzi niestety nie uzyskam, co będzie potęgować u mnie coraz to większe

znaki zapytania i niewiadome i kolejne pytania " co by było gdyby....."  " czy wypracowałybyśmy tą

naszą "cmokającą" komunikację alternatywną???? "


Achhhhhhhh............. dlaczego to życie jest tak trudne ????

Dlaczego musimy patrzeć na cierpienie swojego dziecka i nic nie możemy zrobić????

To takie niesprawiedliwe..........

Ta bezsilność i bezradność pomału mnie zabija, niszczy od środka.....

Coraz bardziej zamykam się w sobie, coraz trudniej odnaleźć mi jakiś inny sens życia......

Żyję dla dzieci, żyję dla Julki ,która mojej pomocy i wsparcia będzie potrzebowała do końca swoich, naszych dni.

My obie nie istniejemy bez siebie nawzajem!!!!!

Jesteśmy jednością.....

Dla niej funkcjonuję, dla niej oddycham..... dla niej żyję.......

Jednak paradoksalnie chciałabym czegoś jeszcze......

Chciałabym cieszyć się życiem od tak po prostu ......

Życiem samym w sobie- nie potrafię już tego.

Zdziczałam.....

Zrobiłam się bardzo nieufna, ostrożna, smutna, ciągle zamyślona, nieobecna.........

Kiedyś byłam duszą towarzystwa- umiejącą się znaleźć w każdej sytuacji, nawiązywałam znajomości bez żadnych problemów.

Brakuje mi tego, brakuje mi chwili bez zmartwień, problemów i trosk.

Brakuje mi chwili spokoju, chwili kiedy nie muszę się martwić skąd i jak zdobyć potrzebne pieniądze na leczenie własnego dziecka.

Niestety koszty ciągle wzrastają, ale o tym innym razem............

Ps. Po miesiącu bez infekcji Julka niestety zaczęła gorączkować.
Dziś czeka nas wizyta u chirurga i pediatry.












piątek, 29 kwietnia 2016

" Termin zabiegu "




Termin zabiegu komórkami macierzystymi mamy wyznaczony na 20 maja tego roku.

Mało czasu zostało, a nam sporo brakuje niestety.

Na szczęście okazało się, że nie musimy od razu płacić za wszystkie pięć zabiegów ( 82 tysiące złotych).

Za każdy zabieg będziemy płacić osobno.

Pierwszy kosztuje 18 tysięcy złotych, każdy kolejny 16 tysięcy.

Aktualnie mamy zebrane jakieś 10 tysięcy złotych, bez tego co jest na „ Się pomaga”.

To na razie zostaje bo zbiórka będzie trwała do 1 sierpnia, więc mam nadzieję, że coś jeszcze się nazbiera- szczególnie ,że na „ Się pomaga” jest możliwość wysyłania sms-ów.

Bardzo proszę o wpłaty , nie myślcie, że nie ma sensu przekazywać 1 ,2,5 zł bo się nie opłaca, bo za mało….

Nie prawda…. Każda złotówka jest na wagę złota.

Każda złotówka przybliża nas do celu jakim jest terapia komórkami macierzystymi.

Julcia jest coraz bardziej świadoma, coraz bardziej obecna- to niesamowite co te wszystkie leki i napady padaczkowe robiły z nią przez te wszystkie lata….

Teraz już musi być lepiej .

Teraz kiedy znamy prawdziwą diagnozę i przyczynę dziwnych zachowań Julki i możemy zacząć ją skutecznie leczyć i pozbyć się napadów jest szansa, że Julinka
zacznie robić naprawdę olbrzymie postępy.

Nie będzie „hamulca”, który nie pozwalał jej przyswajać wiedzy z rehabilitacji ….

Mam tu na myśli napady padaczkowe i dwa leki które już odstawiliśmy.

W mojej głowie kłębią się przepiękne marzenia i wizje….

Widzę moją Julkę, która samodzielnie siedzi, je, bawi się zabawkami i mówi mi:
„mamusiu kocham Cię”……….


To jedyne marzenie które mam i za które oddałabym życie.

https://www.siepomaga.pl/juliastachowiak





Dane do przelewu:


Regionalna Fundacja Pomocy Niewidomym 

Chorzów 41-500 ul. Dąbrowskiego 55a

Tel.(32)2411113 

KRS: 0000018926

Numer konta na które można wpłacać pieniążki dla Julii:

ING Bank Śląski Katowice O/Chorzów Nr 28105012431000002260246216

 koniecznie z dopiskiem "Dla Julii Stachowiak" ( jeżeli nie będzie dopisku, niestety 

fundacja przejmie pieniążki.)


środa, 27 kwietnia 2016

" Zbieg okoliczności???/ Wcale nie!!!!! "








Niektórzy powiedzą, że to zwykły zbieg okoliczności, jednak ja jestem pewna na 100% , że to zbieg okoliczności nie był….

Od zawsze Wszystkim powtarzałam i wiedziałam, że Julia wszystko rozumie, że nie ma żadnego cholernego upośledzenia umysłowego.

Nie wszyscy rzecz jasna wierzyli i pewnie nadal nie wierzą.

Ale to ja jestem z nią od 12 lat, to ja opiekuję się nią przez 24 godziny na dobę, to ja widzę jak reaguje jak do niej mówię, to ja widzę, jak Julia przez te wszystkie lata szukała sposobu komunikacji.

Udało jej się nie wiele niestety.

Była w stanie pokazać, że chce jeść albo pić… cmokała.

Jak płakała domyślałam się , że coś ją boli.

Na nic więcej „skryta” padaczka jej nie pozwoliła, na nic więcej przeklęte leki które ją otumaniały na nic więcej jej nie pozwoliły…..

Od ponad tygodnia Julia jest bez jednego z tych psychotropów , które jak się okazało po tylu latach w ogóle nie były jej potrzebne, kolejny także został już prawie całkowicie odstawiony…

Co to spowodowało????

A to, że Julia zaczęła pokazywać emocje.

Ona nigdy jakoś nie przepadała za przytulaniem jej, całowaniem, głaskaniem, nie domagała się towarzystwa itp…

Oczywiście zawsze to robiłam- Jula niby się uśmiechała ale zaraz w tym samym czasie jej ciało robiło te wszystkie wyginasy, prężenia, rzucania…..

Od kilku dni jest zupełnie inaczej , od kilku dni Julia w jedyny możliwy jak na razie sposób dla niej ( płacz) domaga się towarzystwa, pokazuje ,że przegapiłam zmianę pieluchy i jest jej mokro, że jest głodna, bądź coś ją boli….

Zastanawiacie się skąd to wiem???

Kilka przykładów:

Julcia leży sobie w łóżku, leży spokojnie , nie ma absolutnie żadnych ruchów kończyn, ciała.

Leży i nagle zaczyna płakać, idę do niej i pytam „co się stało Juleczko? „

Ona płacze jeszcze bardziej , wtedy ja bądź Mirek kładziemy się obok niej, a ona przestaje płakać….  Reaguje uśmiechem jak mówimy do niej czy dlatego płakała bo nie chciała być sama- potrzebowała towarzystwa….

Pozwala się całować, przytulać, głaskać, trzymać za rączkę- nie ma tych wszystkich opisanych wyżej reakcji jej ciała… nie ma rzucania się, nie ma kopania, wyginania itp.
Kolejny przykład właśnie z pieluchą…

Julka płacze, podchodzę pytam „ co jest Julcia? Ona nadal płacze.

Odruchowo sprawdzam pieluchę, i odkrywam , że się przesikała. Przewijam ją, zmieniam spodnie- Julia przestaje płakać.

Kolejny przykład z jedzeniem tym razem:

Mamy Julię karmić co 3 godziny….

Od wcześniejszego karmienia minęło 2:15 ,Julia płacze.

Zastanawiam się co się dzieje. Sprawdzam pieluchę, tulę, przytulam nic nie pomaga, Julka co jakiś czas cmoka.

Karmię ją wcześniej niż powinnam- Julia się uspokaja, przestaje płakać.

Przykład z dziś:

Jula płacze- jest przewinięta i nakarmiona, wytulona i wycałowana jednak nadal płacze.

Nie bardzo wiem co mam jeszcze zrobić , a ona bidulka płacze coraz mocniej a po polikach spływają wielkie krokodyle łzy .

Pytam czy coś ją boli- płacze nadal, powtarzam pytanie Julia płacze jeszcze mocniej…..

W końcu mówię do niej :

„ Juleczko, musisz mi jakoś pokazać czy coś Cię boli, bo ja nie wiem jak Ci pomóc ”  Julia płacze nadal.

Mówię, Juleczko jeżeli Cię coś boli to cmoknij proszę, żebym wiedziała -pokazałam jej o co mi chodzi- cmoknęłam , po czym kolejny raz powtórzyłam wypowiedziane zdanie.

Julia cmoknęła od razu jak skończyłam mówić…..

Podałam syrop przeciwbólowy i po jakimś czasie ( pewnie jak lek zaczął działać ) Julia przestała płakać….

Wiem, że wiele osób stwierdzi , że to zwykły zbieg okoliczności- jednak ja wiem, że tak nie jest, wiem i kiedyś to także udowodnię, udowodnię tak jak teraz udowodniłam lekarzom, że większość z tych ruchów ,które Julka miała były spowodowane napadami.


Będę codziennie z nią to ćwiczyć i podszkolimy tą metodę komunikacji.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

" Trochę lepiej.... "




Od kiedy zwiększyliśmy dawkę clonasepamu na noc z połówki tabletki na całą Julia 
zdecydowanie lepiej śpi w nocy.

To nie oznacza, że wszystko już jest super bo niestety nie jest.

Nadal w ciągu dnia często płacze, nadal ciężko ją przewinąć, przebrać o poczesaniu już nawet nie wspomnę bo to od kilku dni jest niewykonalne.

I jeśli tak dłużej będzie to Julia „ wyhoduje”  sobie całkiem ładne dredy ,do których albo się przyzwyczaimy i polubimy je, albo po prostu zetniemy włosy- choć tego chciałabym uniknąć.

Julia ma piękne włosy, przy skroniach pojawiają się cudne pukle, więc wolałabym uniknąć pozbawiania  jej tego atutu.

Trochę niepokoi mnie , że z pod PEG-a „coś” się jeszcze sączy.

Nie wiem czy to treść żołądkowa, czy rana się „ ślimaczy”???

 Ogólnie miejsce pod PEG-iem wygląda ładnie.

Nie jest zaczerwienione a to najważniejsze, jednak gaziki nadal się „ brudzą czymś… nie wiadomo czym”.

Jutro mamy kontrolną wizytę w poradni chirurgicznej także myślę, że wszystko się wyjaśni.

Jutro także czeka nas wizyta u neurologa i kolejne wytyczne co do odstawienia kolejnych leków i wprowadzenia nowego.

Coś mi się wydaje, że wizyty u pediatry też nie ominiemy bo Julka dziś w nocy i nad ranem dość często kaszlała.

Wszyscy jesteśmy kaszlący , więc chyba i Julce niestety sprzedaliśmy przeziębienie.
Pomału idziemy do przodu- oby z każdym kolejnym dniem było tylko coraz lepiej.

W dalszym ciągu zbieramy fundusze na terapię komórkami macierzystymi.
I w dalszym ciągu PROSIMY O WSPARCIE!!!

Poniżej wkleję  link do reportażu w DDTV na temat komórek macierzystych.

Dziewczynka z reportażu cierpi na całkiem inne schorzenie niż Julia jednak jest to także choroba neurologiczna.

Rodzice widzą poprawę o 70 bądź 80 % ( nie pamiętam już).

Dla Julki to też ogromna szansa, aby uszkodzenia w mózgu, które powstały przez te wszystkie lata z powodu napadów padaczkowych , które były niewłaściwie leczone się zregenerowały….. a wtedy????? 

Cóż……… wtedy może stanie się cud……..

Może mały, może duży….

Nie ważne jaki, ważne , że jest szansa aby Julii życie choć w małym stopniu się poprawiło na lepsze.

Aby skończyło się życie w bólu i cierpieniu.

Aby w końcu „ nic” nie hamowało  rozwoju Julki , bo ją stać na więcej niż miała okazję pokazać przez te wszystkie lata.


To padaczka tak skutecznie jej w tym przeszkadzała, nie pozwalała w miarę normalnie funkcjonować, nie pozwalała przyswajać wiedzy z rehabilitacji i wszelkiego rodzaju terapii, nie pozwalała spać, nie pozwalała na nic.


( Na pierwszym filmiku jest rozmowa prowadzących z rodzicami dziewczynki i lekarzem z banku komórek macierzystych, drugi filmik to reportaż o małej bohaterce. )

czwartek, 21 kwietnia 2016

" Kolejna bezsenna noc, czyli trudny okres odstawienny"





No i niestety kolejna noc nie przespana.

Okres odstawienny jest koszmarny i dla nas i dla Julii.

Córcia śpi ok. 3/4  godzin na dobę.

Zasypia ok. dziesiątej ( wieczorem), a budzi się ok. 1:15, 2:00 .

Do rana już nie śpi.

Płacze, złości się, potwornie zgrzyta zębami….

W ciągu dnia także nie odsypia- nie mam pojęcia skąd ona bierze tyle energii.

 Ja padam na pysk, a ona nawet na chwilkę się nie zdrzemnie.

Już wczoraj próbowałam się dodzwonić do naszej „nowej” pani neurolog.

Okazało się, że do końca tygodnia jej nie będzie.

Pani ordynator nie odbierała.

Jednak dziś mi się poszczęściło i się dodzwoniłam.

Powiedziałam co i jak i dostałam wytyczne.

Po konsultacji telefonicznej miałam zwiększyć dawkę clonasepamu na noc.

Julia na razie ma bardzo małe dawki bo lek jest dopiero wprowadzany.

Dostaje po pół tabletki trzy razy dziennie.

Decyzją pani ordynator wieczorną dawkę miałam zwiększyć do całej tabletki .

Dawki systematycznie i tak i tak miały być zwiększane.

No więc zwiększyliśmy i zobaczymy jak dziś noc będzie wyglądać….

Dodam, że nie ma porównania co do zasypiania Julki wieczorem.

Już nie pamiętam kiedy tak spokojnie usypiała ( jest tak od czasu kiedy 
wprowadziliśmy nowy lek).

Śpi spokojnie …. Do czasu aż się nie obudzi i już nie śpi do rana, ale to już inna bajka.

Jest to spowodowane odstawieniem leków.

Dziś rozmawiałam z naszą pielęgniarką z poradni żywieniowej.

Ona pracuje na oddziale psychiatrycznym dla dorosłych.

Podpytała dziś psychiatrów jak długo może trwać okres odstawienny rispoleptu.

Okazuje się, że od 3 do 4 tygodni.

Pewnie z frisium będzie podobnie.

Także ciężki miesiąc nas czeka- kawa w hektolitrach pewnie będzie się lała, żeby jakoś „ uśpić” senność.

Ale mam nadzieję, że jak ten okres minie to będzie już tylko lepiej.

Dość mam już narzekań , dość mam ciągłej drogi pod górkę, dość mam walki z 

wiatrakami… chciałabym w końcu napisać coś pozytywnego, coś miłego i 

przyjemnego, chciałabym w końcu zacząć w miarę normalnie żyć i robić wszystko co

w mojej mocy aby pomóc Julce….

Po raz kolejny proszę WAS i przypominam o sms-kach.


Po raz kolejny proszę o wpłaty- nie liczy się ile… „ziarnko ,do ziarnka….” Jak to się mówi…





środa, 20 kwietnia 2016

" Poradnia żywieniowa"





Jak wczoraj pisałam udało nam się naprawdę szybko załatwić rejestrację w poradni 
żywieniowej dla Julki.

Poradnia ta dostarcza odpowiednie jedzenie ( odżywki) dla dzieci, dorosłych z PEGIE-m.

Są odpowiednio zbilansowane i dobrane dla konkretnego pacjenta.

Mają „w sobie” wszystko co niezbędne do życia.

Minerały, tłuszcze, białka, węglowodany, błonnik ( Julia ma problemy z wypróżnieniami dlatego dostała z dodatkiem błonnikiem. ) itp.

Julii dieta została ustalona na 1000 kalorii dziennie.

Lekarz powiedział ,żeby dla bezpieczeństwa ( przed zapchaniem PEG-a) nie podawać żadnego innego pokarmu prze gastrostomię. 
Jeżeli Julka będzie miała ochotę i będzie sobie radziła z połykaniem jak najbardziej możemy ją jeszcze dokarmiać do ustnie. ( Na razie niestety Julinka nadal nic tą drogą nie chce przyjmować).

Ale rozpisałam się o odżywkach, a nie dokończyłam początkowej myśli.

No więc wczoraj rano zostało poprawione skierowanie do poradni żywieniowej.

Natychmiast zadzwoniłam i udało się pomyślnie zakończyć rejestrację.

Dostałam informację, że do końca tygodnia powinniśmy już być po wizycie lekarskiej i pielęgniarskiej i zostanie do nas dostarczone jedzenie.

Tym bardziej, miłe zaskoczenie mnie czekało.

Około godziny po zakończeniu rejestracji zadzwonił lekarz ,że za pół godziny będzie u nas ( miał czas do końca tygodnia – jednak zrobił to natychmiast).

Zbadał Julię, uzupełnił dokumentację, wybrał i zbilansował dietę córeczki.

Był bardzo miły i uprzejmy.

Przed wyjściem poinformował, że natychmiast zamówi odżywki i najpóźniej do piątku będą, tak samo jak pielęgniarka.

Po wyjściu lekarza znów mega zaskoczenie .

Telefon od pielęgniarki ( jakąś godzinę po wyjściu lekarza), że jutro ( czyli dziś) do nas przyjedzie, że jedzonko zamówione i jutro ( dziś) do nas dotrze.
Faktycznie tak było- dziś dojechały do nas odżywki- zapas na cały miesiąc.

Pielęgniarka boska kobieta- naprawdę.

Przyjechała do nas aż z Rybnika….

Rozgadana, uśmiechnięta z poczuciem humoru.

Jednak nie to urzekło mnie w niej najbardziej…. A jej podejście do Julki.

Przywitała się, rozmawiała z nią  jak z każdą normalną zdrową osobą.

Nie często spotykamy się z takim podejściem do naszego dziecka. Są jeszcze cudowne pielęgniarki z naszego hospicjum , które też są niezastąpione i cudownie traktują Julkę, a mnie niejednokrotnie wspierają dobrą radą, gdy szala goryczy się u mnie przeleje i wyję jak bóbr.

Z racji tego, że Julia jak już Wam wczoraj pisałam ma gorszy okres- jest na „ głodzie lekowym” więc zbyt przyjacielsko nie była nastawiona, mimo szczerych chęci pielęgniarki Julia potwornie płakała jak ta dobra kobiecina do niej mówiła.

Mi się jednak wydaje, że Julia po prostu chciała się poskarżyć , wyżalić na swój los, na to co ostatnio się wydarzyło , a wydarzyło się wiele.

Po pobraniu krwi i zebraniu moczu pielęgniarka w dalszym ciągu rozmawiała z Julią ,która się jakby to powiedzieć najładniej, delikatniej…. Wściekała……

Pielęgniarka powiedziała do niej: „ Wiem, że masz Juleczko gorszy dzień i ciężki okres ale mnie to nie zniechęci do Ciebie, jesteś śliczną dziewczynką i bardzo Cię lubię. I obiecuje Ci ,że jak następnym razem przyjadę to już Ci nie popuszczę i Cię ze wszystkich sił wyściskam…..” Julia delikatnie pod nosem… uśmiechnęła się.

Na koniec tak z zaskoczenia wycałowała policzek Julci.

Byłam mega wzruszona…..

Cudownie ,że trafiła nam się tak cudowna pielęgniarka….

A teraz już trochę gorsze wieści….

Julka beznadziejnie przechodzi odstawienie leków.

Często się złości, płacze, nie da się dotknąć( drażni ją dotyk) , dźwięk, krzyki 

rodzeństwa, jest pobudzona i nerwowa i co najgorsze ma problemy ze spaniem….

Wczoraj zasnęła około godziny 22:00 a obudziła się już o 1:15 i do rana już nie spała…. Płakała, złościła się….

Przed wczoraj ta sama sytuacja.

Dodam, że w ciągu dnia także nie odsypia nie przespanej nocy….

Ja ze zmęczenia padam na twarz- jestem potwornie zmęczona a także nie mam jak odespać zarwanej nocy w ciągu dnia.

Bardzo niepokojący jest dla mnie ten jej stan.

Niestety Julia jak jest bardzo zmęczona, jak nie umie zasnąć to bardzo często z tego powodu dostaje napadu padaczkowego.

Tak samo dzieje się jak nagle coś ją gwałtownie wybudzi w nocy.

Na przykład jakaś głośna muzyka za ścianą, czy przewrócone krzesło u sąsiada….

Julia ma wyostrzony słuch – słyszy bardziej wyostrzone dźwięki, bardziej do niej dochodzą.

Jest to spowodowane jej problemami wzrokowymi……

Mam nadzieję, że jak już przejdziemy przez te nieszczęsne odstawienie leków ,będzie już tylko lepiej….

Poniżej wkleję Wam informacje o lekach które Julia ma odstawiane….

Masakra jak dziś czytałam- okazuje się, że frisium ( już całkowicie odstawiony) nie powinno się stosować dłużej niż 12 tygodni.

Julia brała ten lek kilka lat w dość dużej dawce……………. Nie skomentuje tego bo musiałabym użyć wulgaryzmów ( Wam wszystkim jednak radzę czytajcie każdą ulotkę dołączoną do leku który macie podać dziecku…. Ja niestety nie zrobiłam tego... za bardzo wtedy zaufałam lekarzowi………)

Drugi lek który ostawiamy ( jeszcze jest bo redukujemy dawki- nie można od razu całkowicie odstawić) To rispolept….

Lek przepisany przez psychiatrę do którego kazała nam pójść nasza „ stara” neurolog. 

Twierdząc ,że zachowanie Julki jest normalne w jej stanie i tu bardziej jest problem z zachowaniem i potrzeba psychiatry…. No więc poszliśmy….. i zostało przepisane to świństwo ,które także nie powinno się stosować dłużej niż kilka tygodni a Julka także dostawała ten lek kilka lat.....



Ciekawe jaka dziś nas noc czeka???

Oby było lepiej niż wczoraj i przedwczoraj bo długo nie pociągnę śpiąc po 3/4 godzinny na dobę….


.


wtorek, 19 kwietnia 2016

" Odstawiamy leki.... czyli głód lekowy "




Jak wczoraj zapowiadałam chcę Wam napisać jak miewa się Julka.

Mimo początkowej euforii z moje strony , sytuacja jednak nie jest tak różowa jakiej się spodziewałam.

Jednak myślę, że duży wpływ na to ma odstawianie leków, które Julka od lat brała.
Ale zacznę od początku, czyli w momencie kiedy myszka trafiła do szpitala z napadem padaczkowym. Była to środa 6 kwietnia.

Na sorze dostała lek hamujący napad o nazwie clonazepamum.

I nie mogłam uwierzyć w to co widziałam, od wielu miesięcy ( pokuszę się nawet o napisanie lat ) takiej Julci nie widziałam.

Była totalnie spokojna, uśmiechnięta, radosna.

Nie było żadnych „dziwnych” zachowań, żadnego machania głową, szurania nogami, mrugania powiekami, mlaskania z wypychaniem języka, dziwnej mimiki twarzy.

Nogi Julci były tak spokojne, że spokojnie mogłam je unosić, całować itp.

Po prostu leżały sobie spokojnie , nie „wyrzucało” ich na różne „ strony świata” to samo tyczy się rąk….

Mogłam bez żadnych protestów ze strony córci przytulać ją, całować, głaskać, 

przewinąć, przebrać, trzymać za rękę ( od lat na to nie pozwalała- miałam wrażenie 

jakby każdy dotyk sprawiał jej ból i prowokował wszystkie te „ wyrzuty „ 

kończyn).Julia spokojnie zasypiała, i w miarę dobrze spała w nocy.

W czwartek wystąpił niewielki (czasowo- niewielki) napad, który przez moment spowodował bezdech, po chwili jednak ustąpił.

Wieczorem Julinka miała zaplanowane badanie EEG ( nocne) .

Był szał, wściekłość, wyrywała się, rzucała. Julia nie cierpi jak się krępuje jej ruchy, a do badania EEG trzeba było założyć specjalny czepek, nasmarować skórę głowy i jeszcze dodatkowo zamocować elektrody.

Zbyt długo to trwało jak dla niej, kilka prób skończyło się niepowodzeniem.
Jednak w końcu udało się założyć potrzebny sprzęt do badania , a Julka z wykończona wyrywaniem się zasnęła….

Całe badanie było filmowane . Julia podczas spania miała „wyrzut” praktycznie całego ciała- gdyby nie mąż który stał przy kozetce spadła by z niej.

Ręce, nogi, cały tułów podskoczyły dość wysoko, jej ciałko obróciło się prawie wokół własnej osi. Po czym „ spokojnie” opadło i Julka spała dalej.

Z tego miejsca z całego serca pragnę podziękować pani Milence za cierpliwość i nie zniechęcanie się zachowaniem Julki. Cel został osiągnięty…. EEG zostało wykonane. Bardzo dziękujemy….

Parę dni po badaniu zostaliśmy poinformowani o tym o czym Wam już pisałam wcześniej, mianowicie, że Julka przez wiele lat była leczona nie na ten rodzaj padaczki który ma.

Zapadły decyzje , że konieczne jest odstawienie wszystkich dotychczasowych leków , a wprowadzenie nowych.

Jednak z odstawieniem to nie taka prosta sprawa, wszystko musi odbywać się pomalutku.

Jeszcze w szpitalu Julce włączono nowy lek ( ten sam który został podany w dniu przyjęcia).

Działał fenomenalnie. ( opisałam już wyżej).

Jednak problemy zaczęły się z chwilą kiedy zaczęliśmy odstawiać frisium.

Lek, który Julka bierze od kilku lat, a który nie pomaga, nie hamuje napadów padaczkowych ( w Julii przypadku).

Jednak Julia można powiedzieć przez te wszystkie lata uzależniła się od niego.
Ewidentnie widać , że jest „ na głodzie”.

Jest pobudzona, nerwowa, nie daje się dotknąć, przewinąć, bardzo często płacze. Jednak póki co ( odpukać) po wprowadzeniu clonazepamu nie zauważyłam żadnego napadu.

A to lek wspomagający leczenie epi.

Do celowo mamy mieć jeszcze włączony typowy lek przeciwpadaczkowy – depakinę.

Jednak najpierw trzeba odstawić pozostałe leki które Julka przyjmuje.

Za tydzień we wtorek idziemy do neurologa, wtedy dostaniemy instrukcję jak odstawiać pozostałe leki.

I Julka i my musimy jakoś przetrwać ten ciężki okres, którym jest odczuwanie przez Julię braku frisium.

Mam nadzieję, że jak już organizm porządnie wypuka z siebie lek i zostanie wprowadzony nowy to wszystko zmieni się na lepsze.

Jednak to co do tej pory spowodowały napady padaczkowe w mózgu Julki niestety się nie cofnie….

Jedyna nadzieja, że komórki macierzyste zregenerują uszkodzenia.

Dziś sporo się działo i sporo udało się załatwić z poradnią żywieniową, ale o tym już jutro.


Jestem już zbyt zmęczona, od 3 w nocy nie spałam bo Julka się obudziła……


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

" Gastroskopia + PEG "




Przepraszam, że tak długo nic nie napisałam.

Wielu z Was pisało, pytało jak tam Julcia, a ja milczałam.

Nie miałam do tego siły, byłam w totalnej rozsypce.

W zasadzie nadal jestem, jednak wiem, że i Wy drodzy czytelnicy martwicie się stanem zdrowia Julci.

Więc w czwartek Julia miała gastroskopię, okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań i Julii założono PEG-a.

Cóż to takiego ???

Poniższy tekst zaczerpnięty z wikipedii.

Przezskórna gastrostomia endoskopowa , PEG (od ang. percutaneous endoscopic gastrostomy) – zabieg endoskopowy polegający na umieszczeniu w żołądku sondy poprzez ściany jamy brzusznej. Stosuje się go głównie w celu odżywiania pacjentów, którzy nie mogą przyjmować pokarmów drogą doustną.

Wielu lekarzy podejrzewało także, że Julia ma refluks i właśnie z tego powodu tak często choruje.

Okazało się jednak, że żadnego refluksu nie ma, a Juleczka tak często chorowała najprawdopodobniej dlatego, że każdym posiłkiem się zachłystywała.

Póki co mamy mały rekord- w środę będzie dwa tygodnie jak myszka nie ma antybiotyku.

Ale w dniu kiedy skończyliśmy ostatnią dawkę antybiotyku Julia przestała jeść i pić, więc dodając dwa do dwóch wyszło mi ,że jest już tak długo zdrowa bo się po prostu nie zachłystuje.

Przełyk wygląda normalnie, nie ma żadnych uszkodzeń, żadnych anomalii .

Przyczyna problemów z jedzeniem nie była spowodowana złym stanem układu pokarmowego , a zupełnie czym innym.

Z powodu napadów padaczkowych, które były źle leczone ( w zasadzie nie leczone bo leki, które Julka brała od 8 lat były na zupełnie inną odmianę padaczki niż ma stwierdzona moja córka) Julia straciła umiejętność połykania.

Niestety każdy napad padaczkowy uszkadza mózg, każdy napad cofa w rozwoju.
Tak właśnie stało się w przypadku Julki.

Mam jednak nadzieję, że po ustabilizowaniu napadów, pomalutku uda nam się od nowa wyćwiczyć tą umiejętność.

Tym bardziej, będą w tym pomocne komórki macierzyste, które odbudują martwe komórki.

Dlatego kochani przypominam o sms-kach.




O darowiznach ,które można wpłacać na „ Się pomaga” jak również na subkonto Julki w fundacji w której zbieramy także 1% podatku.

Naprawdę nie muszą to być gigantyczne kwoty- doskonale zdaję sobie sprawę, że nie każdego stać na wysokie wpłaty.

Zwykła piątka jak to się potocznie mówi przybliży nas do celu….

 Szczególnie jak wpłaci ją duża ilość osób.

 Co miesiąc po piątce i jakoś uzbieramy.

Bardzo proszę nie zostawiajcie nas.

Teraz potrzebujemy jeszcze większych nakładów finansowych.

Julia wymagać będzie po zabiegach  komórkami macierzystymi codziennej ,intensywnej rehabilitacji, która też jest bardzo kosztowna.

Wszystkim którzy już nas wsparli z całego serduszka dziękuję- wiem ,że to za mało ale jakże inaczej mogłabym WAM podziękować???

Jutro postaram się napisać, jak teraz będzie wyglądało leczenie Julisi.

Musimy odstawić wszystkie dotychczasowe leki, wprowadzać nowe.

Jeden już jest wprowadzony.

Ale o tym wszystkim już jutro.

Jutro także o moich burzach emocjonalnych….


Wiem, że PEG był konieczny –innego wyjścia już nie było ale mimo wszystko ciężko mi się z tym pogodzić, ciężko mi patrzeć na „niego”…………





wtorek, 12 kwietnia 2016

" Matka wariatka "




Jak wczoraj wspominałam dziś był dzień pełen skrajnych emocji.

Mieliśmy USG jamy brzusznej- wygląda na to, że wszystko  w brzuszku Juleczki ok.

Mieliśmy także konsultacje chirurgiczną i neurologiczną.

Zacznę może od chirurgicznej.

No więc na wizycie lekarskiej „nasza” pani doktor prowadząca powiedziała, że najprawdopodobniej jutro pójdziemy do domu i będziemy czekać na wyznaczony przez chirurgów termin na diagnostykę pod kontem założenia PEG-a.

Zagotowało się we mnie….

Dziecko od tygodnia nie je bo dwie łyżki obiadu i parę łyżeczek serka Danio nie można nazwać jedzeniem, do tego nic nie chce pić, nie umiemy podać jej leków, bo tak zęby zaciska, że nie idzie jej buzi otworzyć…  a jak nam się już uda to i tak nie dostaje pełnej dawki bo zdąży się rozsypać z powodu jej „rzucana „ się.

Więc powiedziałam to wszystko.

Pani doktor zasłaniała się tym, że jesteśmy pod opieką hospicjum i oni nam mogą kroplówki podawać…. Owszem mogą, ale jak podać leki???? 

To raz , a dwa kroplówki tylko nawodnią, uzupełnią elektrolity a gdzie substancje odżywcze????

Julia nie ma z czego tracić na wadze- już kilogram schudła co w jej przypadku jest bardzo dużo.

Teraz jest najlepszy moment bo Julka od tygodnia jest bez antybiotyku i jest zdrowa.
Ale taki stan długo nie potrwa bo ona ciągle choruje- zachłystuje się pokarmami- czasami nawet tego nie zauważymy…. 

Tak się zastanawiam czy aby nie to jest powodem jej strajku głodowego.???

 Zorientowała się, że jak je ( a sprawia jej to ogromną trudność) dochodzi do zachłyśnięć, krztuszenia a to miłe nie jest i na pewno sprawia jej ból jak część pokarmów ląduje w oskrzelach a nie w żołądku….

Powiedziałam także , że ja się na wypis nie zgadzam, że ona nie je ,nie pije –wtedy właśnie pani doktor zasłoniła się hospicjum….

Dodałam więc, że mają mi wystawić zaświadczenie ,że zdrowiu i życiu mojego dziecka nic nie zagraża , że nie jedzenie ( nie wiadomo jak długo bo już jest tydzień a jak się rozchoruje i będziemy musieli przesuwać termin na chirurgii to ten okres może się wydłużyć nawet do miesiąca- więc jeśli przez miesiąc nie będzie jadła to się może skończyć tragedią) i nie picie, nie przyjmowanie leków nie spowoduje uszczerbku na jej zdrowiu bądź pozbawi ją życia, bo jak dojdzie do tragedii to mnie pociągnął do odpowiedzialności, a nie ich.

Wysłuchała mnie cierpliwie przyznała rację i powiedziała, że zobaczymy co chirurdzy powiedzą.

Pani chirurg bardzo miła pani doktor, wysłuchała mojego „przemówienia „ odnośnie tego co się dzieje i stwierdził, że stan w którym jest Julia jest stanem pilnym do przeprowadzenia zabiegu.

Jednak dodała, że nawet stany pilne czasem muszą poczekać, ale zrobi wszystko co w jej mocy ( porozmawia z blokiem operacyjnym i ze swoim szefem) żeby zrobić to podczas tej hospitalizacji.

Jakieś 10 minut po tym jak wyszła przyszła do nas „nasza” pani doktor z informacją , że do czwartku na pewno nas nie wypiszą bo w czwartek mamy gastroskopię ( typowe badanie diagnostyczne pod kątem PEG-a ) więc mam nadzieję, że po badaniu od razu przeprowadzą zabieg.

Kolejna konsultacja była neurologiczna, wczoraj zgłoszona bo Julia jak już pisałam wczoraj znów ma te swoje „dziwne” objawy które dla neurologów nie wyglądały jak napady padaczkowe.

Okazało się , że jednak nie jestem wariatką, którą ze mnie robili przez kilka lat wmawiając mi, że to normalne zachowanie Julki i z jej schorzeniem tak może być bo to postać pozapiramidowa ( nawet dokładnie nie wiem o co chodzi- chyba o to, że właśnie te ruchy kończyn są niespowodowane napadami padaczkowymi tylko właśnie schorzeniem) –nikt mnie nie słuchał, że tak nie jest , że ona jest uśmiechnięta, zadowolona jak nic się nie dzieje to te nogi tak nie „fruwają” itp….

Pani ordynator i panią doktor która była na oddziale neurologicznym „ naszym” lekarzem prowadzącym analizowały wynik badania EEG Julki.

Okazało się, że zapis jest nieprawidłowy ( eurekaaaaaaaaa!!!!) z uogólnionymi wyładowaniami.

Żeby było prościej ….

Napady padaczkowe dzieli się na uogólnione bądź ogniskowe.

Ogniskowe mają jakiś punkt w mózgu na którym zaczyna się napad. ( można operacyjnie przeciąć te ogniska i wtedy napady znikają)

Uogólnione niestety nie i jak jest napad idzie na cały mózg niestety.( o żadnej operacji nie ma mowy bo nie ma co przeciąć –napad jest zbyt rozległy .)

Żeby było jeszcze „śmieszniej” leki które Julia od tylu lat dostawała, a które przepisywał jeden z lekarzy neurologów który pracuje na oddziale a od którego odeszliśmy dwa lata temu w ogóle nie działały na Julkę.

Leki które miała przepisywane są na padaczkę ogniskową a nie uogólnioną.

Więc przez tyle lat Julia była leczona a raczej nie leczona lekami które po prostu nie działały na jej rodzaj padaczki…. Leki miały ją uchronić przed padaczką były podawane zapobiegawczo – bo przecież zdaniem lekarza objawy, które opisywałam nie wyglądały na napady i nimi nie były.

Reasumując przez wiele lat Julia miała napady padaczkowe które cofały jej rozwój i nie pozwalały uczyć się nowych umiejętności.

Czuję ogromne rozgoryczenie, złość, wściekłość….

Wiele razy zwracałam na to uwagę, wiele razy mówiłam, że ma napady padaczkowe to wmawiano mi, że to postać pozapiramidowa i to ta postać jest odpowiedzialna za objawy które zgłaszam….

Nic bardziej mylnego- to nie żadna postać pozapiramidowa była odpowiedzialna za objawy i zachowanie Julki tylko nieleczona padaczka.

Która z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok pogarszała stan zdrowia Julki.

To przez nią Julia nie je bo ma problemy z przełykaniem, to przez nią jest wiele tych wszystkich ruchów, to przez nią wiele nocy nie przespała z powodu „rzucania się” „szurania nogami” , machania przecząco głową, wywracania oczami….

Wszystkiemu winna jest padaczka…

Wszystkiemu winna jest lekarka, która nie słuchała tego co mówię, która wmawiała mi , że to normalne, która nie dała skierowania przez te wszystkie lata na EEG , która bagatelizowała tak jasne i czytelne sygnały….

Jestem wściekła i zarazem szczęśliwa….

W końcu zacznie się odpowiednie leczenie Julki, w końcu może skończą się napady i Julia przestanie się męczyć, w końcu udowodniłam, że nie jestem wariatką a moja diagnoza ( mimo iż nie jestem lekarzem) była trafiona od samego początku kiedy tylko zauważyłam te wszystkie nienormalne i niepokojące   (  dla lekarzy normalne w tym stanie klinicznym) zachowania Julci.

HURAAAAAAAAAA JEDNAK NIE JESTEM WARIATKĄ!!!!!!!



PS. Dla lekarzy mam tyko jedną radę… Nikt oczywiście nie zastąpi ich wiedzy medycznej, ale obserwacje rodziców są również bardzo istotne- bo to rodzic jest z dzieckiem 24/h i to rodzic wie najlepiej kiedy z jego dzieckiem dzieje się coś złego i kiedy zachowania które obserwuje nie są normalnym stanem ……