Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.

niedziela, 4 marca 2012

"Dogoterapia"


                                                        




                                                Domowy terapeuta!!!



Naszym domowym terapeutom zdecydowanie można nazwać naszą Lunę.

Luna jest labradorem i pojawiła się w naszym domu niecałe 2 miesiące po narodzinach Dawida, czyli w czerwcu 2008 roku.

Tym sposobem mieliśmy dwa noworodki. :)

Na początku jak to ze szczeniakami bywa Luna wariowała i gryzła, co popadnie.

Nie było mowy o pozostawieniu jej samej z którymś z dziećmi.

Nie przez to, że celowo zrobiłaby krzywdę, bo tak nie było.

Po prostu jej pierwsze ząbki były ostre jak szpilki i nawet delikatne podgryzanie sprawiało ból.






„Nasz terapeuta” jednak bardzo szybko nauczył się, że w stosunku do dzieci trzeba być bardziej delikatnym.

Do dziś mnie to fascynuje, bo w zabawach z nami umiała porządnie podgryźć i sprawić, że mimowolnie jakaś łezka poleciała, a jeśli znajdowała się w pobliżu dzieci i z nimi się bawiła to mimo swego młodego wieku, bo była przecież szczeniaczkiem nigdy nie zrobiła im krzywdy.


Wyglądało to tak jakby jakaś blokada się w niej włączała i z rozbrykanego i rozkapryszonego szczeniaczka stawała się opanowanym i bardzo inteligentnym jak na swój wiek psiakiem chcącym przynieść zadowolenie i radość swoim „podopiecznym”

Przed zakupem „domowego terapeuty” dużo czytałam o rasie labrador.

Lecz to, jaki ma charakter nasza Luna przeszło najśmielsze oczekiwania.

Jest cudownym, pełnym miłości do wszystkich psiakiem.

Niesamowicie reaguje i od samego początku reagowała na Julię, Dawidka i resztę rodziny.

Julia przy Lunce uśmiecha się od ucha do ucha.





Ćwiczy chwytanie (Julka nie zbyt chętnie łapie, cokolwiek do rączek) tarmosząc Lunkę za sierść.

A nasz psiaczek dzielnie i cierpliwie znosi wszystko, co Julii wpadnie do głowy…

Dawid nie jednokrotnie ciągał ją za ogon i włożył palec w oko przez nasze niedopatrzenie a nasz cudowny czworonóg tylko go lizał…


Nawet jak się źle czuje i coś ją boli to jak tylko się ją pogłaska i przytuli to żeby pokazać swą wdzięczność natychmiast przychodzi z jakąś zabawką.

 Na pierwszy rzut oka widać, że sprawia jej to ból, bo nie jest tak radosna jak zwykle, lecz mimo to nie patrzy na swoje cierpienie i nie ucieka w kąt żeby się położyć tylko żeby sprawić radość domownikom przychodzi z zabawką i tuli się.

A tu kilka fotek Juleczki z Lunką:)



















Każdemu, kto chciałby powiększyć swą rodzinkę o czworonożnego przyjaciela z czystym sumieniem polecam labradory.

Psiaki te są bardzo łagodne i nie ma obawy, że mogą skrzywdzić jakieś „natrętne dzieciątko”

A za okazaną miłość odwdzięczają się z nawiązką….


Ps. Agnieszko, Rafale z całego serduszka dziękujemy Wam za naszą najcudowniejszą i najukochańszą psinkę. :)




5 komentarzy:

  1. Komentarz będzie nie na temat, ale...

    Na bloga trafiłam przypadkiem i chyba będę go obserwować, bo Julka jest jedną z tych osób, które z zasady są mi jakoś bliskie. Obie należymy do "plemienia" MPD. Z tą różnicą, że ja jestem "trochę" starsza i porażenie obeszło się ze mną jednak znacznie łagodniej.

    Ale za to Julka ma szanse na wspaniałą rehabilitację. Dlatego mogę spokojnie życzyć, żeby Was (i lekarzy) nadal zaskakiwała. Wierzę, że ma w sobie potencjał do zaskakiwania. :-) Trzymam za Młodą kciuki.

    PS. Możesz orientacyjnie podać ile brakuje Wam na koncie do któregoś (najbliższego/najważniejszego) z określonych przez Was celów (wiem, że ceny ogólne są na samym dole strony)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie!!!!
    Dziękuję Lota:) za miłe słowa:)
    Też mam głęboką nadzieję,że jeszcze nie raz nas wszystkich Juleczka zaskoczy w pozytywny sposób-wierzę w to bardzo głęboko i chyba ta wiara dodaje mi skrzydeł i nie pozwala się poddać i załamać.Muszę być silna dla mojej myszki:)
    Naszym głównym celem na chwilę obecną jest wyjazd na delfinoterapię w sierpniu.
    Poprzednia przyniosła tak cudowne efekty,że bardzo bym chciała żeby Julia miała okazję znowu skorzystać z tej formy terapii bo naprawdę działa.
    Niestety koszt takiej terapii to kwota rzędu 23 tyś zł.
    Na subkoncie Juleczki udało nam się nazbierać niecałe 11 tyś zł.Jedna z fundacji do której napisałam dofinansowała Julii turnus i przelała na konto fundacji "Dobra Wioska"(ta fundacja zajmuje się organizowaniem delfinoterapii) 1500euro.Tym sposobem brakuje nam już tylko albo i aż tyle ok 7 tyś zł.
    Już nie mam pojęcia jak zdobyć te pieniążki-wyczerpałam swoje pomysły do maksimum.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do obserwowania:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Labradory to chyba najlepsze psy na świecie. Byłam kiedyś na pokazie psów, które pełniły funkcję asystenta osoby niepełnosprawnej.Byłam naprawdę pod wrażeniem ich umiejętności. Aż wierzyć się nie chce, że można tak wyszkolić psiaka, żeby umiał zrobić dla swojego pana absolutnie wszystko. Fajnie, że Julka, zresztą nie tylko ona, bo wy wszyscy, macie takiego domownika :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się te psiaki mają tyle miłości w sobie, że aż trudno uwierzyć....
    Nasza Lunka niestety nie jest po szkoleniu z dogoterapii ale mimo wszystko cudownie się spisuje.
    Szczególnie jak któremuś z domowników coś dolega ona natychmiast to wyczuwa i dosłownie nie odpuszcza na krok.
    Julia jak miała dość poważną zapaść jakieś trzy lata temu to siłą musiałam ją wyganiać z łóżka żeby lekarze z pogotowia mieli więcej swobody bo tak Juleczkę pilnowała....
    Najcudowniejsze psiaki...:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Asia też miewała dogoterapię, ale jak na razie bardziej podobała się Hani, no chyba że piesek szczekał... A labradory są cudowne... i delfiny też. Oleńko, miejmy nadzieję, że nasze dziewczynki jednak spotkają się na delfinach...

    OdpowiedzUsuń