Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.

sobota, 24 marca 2012

"Dzień Dobry TVN czyli Warszawo witaj"






Miałam zamiar wczoraj zdać relacje z wizyty w Warszawie i w studiu "Dzień Dobry TVN", ale byłam totalnie wykończona i zmęczona.

Po prostu nie chciało mi się i jakoś nie miałam weny twórczej :)

Często mam tak, że w głowie wszytko sobie poukładam i wiem, co i jak chcę Wam napisać a jak przyjdzie, co, do czego to wszystko jakoś się ulatnia…

No, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się w ciekawy sposób napisać i opowiedzieć wam moje wrażenia.

Do Warszawy wyruszyliśmy w czwartek ok. godziny 13.

Obawy, że Julka źle zniesie podróż i będzie marudna okazały się bezpodstawne.

Jula była grzeczniutka i wesolutka.



Dzielnie znosiła postoje w korkach, których niestety było mnóstwo z powodu rozbudowy dróg.

Swoją drogą oni chcą z tymi drogami zdążyć przed Euro?

Nie wierzę w to- wszystko jest w stanie totalnego chaosu….

Optymistami są Ci, którzy sądzą, że im się to uda.

Będzie potworna kompromitacja.

Zamiast łatwego, szybkiego dojazdu do stolicy będzie wielogodzinna podróż przeplatana postojami w korkach i jazdą 40/50 km /h maksymalnie.

Ale cóż nasz rząd zawsze jest optymistycznie nastawiony do większości swoich projektów a co z tego wychodzi wiemy wszyscy sami.

No, ale koniec o drogach, czas skupić się nad tym, co jest bardziej ciekawsze.

Po długiej i straszliwie męczącej podróży w końcu dotarliśmy do hotelu.

Była godzina chyba 19, no może trochę przed.

Oczywiście pierwsze kroki skierowane były do recepcji w celu meldunku.

Pokój okazał się cudowny.

TVN postarał się nie ma, co.

Bo dodać muszę, że za hotel nie płaciliśmy ani grosza za wszystko zapłacił TVN.

Zresztą za paliwo również mają nam zwrócić (czekam na przelew).
 Najtańszy pokój w tym hotelu to wydatek rzędu 850 zł za dobę.



















                                            A tak wyglądał ekran telewizora w naszym pokoju.









No, ale cóż w końcu to stolica, hotel w samym centrum Warszawy i w dodatku jakieś 5 minut drogi do studia Dzień Dobry TVN.

Julia niestety przed zaśnięciem bardzo się złościła, ale było to spowodowane jej zmęczeniem i tym, że ona ma już swój system dnia.

W domu śpi już ok. godziny 19 a tam musiała jeszcze zjeść dostać wszystkie leki, więc sporo się to wszystko przesunęło w czasie.

 Ale jak już zasnęła to spała calutką noc.

Nic dziwnego, że spało jej się tak dobrze.

Łóżko ogromne, wygodne, pokój klimatyzowany, więc nie było ani za ciepło ani za zimno ani za duszno.
Wyglądała tak słodko i uroczo.

Mirek też dość szybko zasnął, ale nic dziwnego- cały tydzień miał nocną zmianę w pracy i bardzo mało spał, bo najpierw w środę kamery TVN towarzyszyły nam cały dzień, więc spał może raptem ze dwie godzinki później w czwartek również za długo nie pospał, bo musieliśmy wyruszyć w drogę.

A ja ze zdenerwowania miotałam się po całym pokoju.

Stres tak mnie zdominował, że nie mogłam normalnie spać.

Budziłam się, co chwile, kręciłam z boku na bok układając w głowie, co i jak chce powiedzieć, przygotowywałam w myślach odpowiedzi na różną ewentualność, bo niestety pytań wcześniej nie znałam.

W konsekwencji wszystko, co sobie ułożyłam prysło jak bańka mydlana.

W końcu za oknem zaczęło się przejaśniać.

Julka wyspana, więc uchachana od samego rana.

Tak szalała, że włożyłam mi niefortunnie palec do oka. 

Potworne uczucie, chyba ze 40 minut oko mi łzawiło.

Po wypiciu porannej kawy, nakarmieniu Juleczki i przyszykowaniu się do wyjścia wyruszyliśmy do studia „Dzień Dobry TVN”

Droga nie była daleka (ok. 5 minutek pieszo), ale i tak zdążyliśmy się pogubić. :)



Ja jak to ja z natury nie cierpię się spóźniać.

Wolę czekać godzinę niż 5 minut się spóźnić.

Takim, więc sposobem do studia „Dzień Dobry TVN” przywędrowaliśmy, co najmniej 40 minut przed czasem.

Jednak żeby dostać się na 9 piętro (tam mieści się studio) trzeba przejść przez szereg kontroli.

W sumie nic dziwnego, bo gdyby nie te kontrole to każdy mógłby się tam dostać.

Po sprawdzeniu przez panią ochroniarz czy jestem na liście gości zaproszonych kolejny ochroniarz specjalnym kodem odblokował winę, która zawiozła nas na to magiczne 9 piętro.

Tam czekała kolejna kontrola.

Po przejściu tej ostatniej weszliśmy do studia.

Kurcze jakoś dziwnie się czułam przecież zawsze oglądałam to miejsce tylko i wyłącznie na ekranie swojego telewizora i nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała okazję być w tym miejscu.

Z powodu tego, że zjawiliśmy się troszeczkę przed czasem grzecznie i spokojnie czekaliśmy na swoją kolej na kanapie dla gości.





                        Julia trochę znudzona całą sytuacją postanowiła strzelić sobie małą drzemkę:)













Panie makijażystki pracowały pełna parą.

Na jednym z foteli siedziała pani Maja Sablewska.

Muszę przyznać, że bardzo ładna z niej kobietka.

Zawsze myślała, że tak fantastycznie wygląda( w sumie nie tylko ona, ale również inne gwiazdy) z powodu tony makijażu.

Nic bardziej mylnego.

Na własnej skórze przekonałam się, że wcale dużo tych „ulepszaczy” nie ładują na buzię.

Nie wiem, dlaczego ale na ekranie telewizora pani Maja zawsze wydawała mi się zdecydowanie niższa niż jest w rzeczywistości.

Na kolejnym fotelu siedział pan Robert Leszczyński.

Śmiesznie to wygląda jak mężczyzna jest malowany, ale cóż zrobić, żeby światła się nie odbijały trzeba się poświęcić.

Szczerze mówiąc ja sama czułam się niczym jakaś celebrytka.

Pani makijażystka grzecznie poprosiła mnie żebym w wolniej chwili przyszła się pomalować i uczesać.

Jeszcze nikt nigdy mnie nie malował, zawsze robię to sama.

Ale było fajnie. :)

Po skończeniu przygotowań zostało parę chwil do mojego wystąpienia.

Ależ miałam stresa, kurcze bałam się jak nie wiem.

Podziwiam tych wszystkich ludzi, którzy pracują przed kamerą-Naprawdę.

Choć pewnie to kwestia przyzwyczajenia.

Im dłużej się czymś człowiek zajmuje tym bardziej się przyzwyczaja i różne rzeczy przychodzą mu łatwiej.

No, ale z racji tego, że ja się nie zajmuje niczym, co jest związane z kamerą i telewizją miałam ogromną tremę.

Tym bardziej, że okazało się, że będę sama rozmawiać z panią Jolą bez Mirka i bez Julci.

Ale cóż już nie było odwrotu.

Ostatnia reklama i wchodzę…

Przed samą rozmową z panią Jolantą Pieńkowską stało się coś dziwnego ze mną.

Stres niestety nie zniknął i nadal miałam tremę, ale jakiś dziwny spokój czułam wewnątrz siebie.

Pewnie to trochę dziwnie brzmi, bo przecież te dwie emocje są zupełnie sprzeczne, ale tak właśnie było i nie umiem tego wytłumaczyć.

Już na live nie czułam prawie obecności kamer.

Świetnie jest to tam wszystko zorganizowane.

Kamery nie znajdują się centralnie obok osób występujących przed nimi tylko sporo, sporo dalej. 

Może właśnie, dlatego nie czułam ich obecności.

I może to mi pomogło, bo stres nie zjadł mnie totalnie i jakoś sobie poradziłam.

A rozmowa dała się odczuć jak normalna rozmowa poza kamerami.

Oczywiście po obejrzeniu tego już w domu wiele bym zmieniła, bo należę do osób, które nigdy nie są z siebie zadowolone w 100%.

Ale jak było tak było i nie da się już nic zmienić.

Najważniejsze, że sprawa nabrała rozpędu i rozgłosu, bo może dzięki temu uda się uzbierać potrzebne pieniążki nie tylko na delfinoterapię w tym roku, ale również w przyszłym.

Julia będzie wymagała rehabilitacji i terapii różnego rodzaju pewnie do końca życia także koszty są ogromne.

Rehabilitacja ruchowa jest równie istotna i potrzebna jak delfinoterapia. 

To dzięki niej Julia mając 8 lat nie ma żadnych przykurczy a w Dziecięcym Porażeniu Mózgowym to raczej rzadkość.

Ale wracając do „Dzień Dobry TVN” muszę powiedzieć, że pani Jolanta Pieńkowska to bardzo miła i sympatyczna pani.

Wiele czytałam negatywnych komentarzy na jej temat i ja nie mogę się zgodzić z żadnym z nich.

W stosunku do mojej osoby była bardzo miła i uprzejma.

Z cudowną czułością patrzyła na moją Julkę i z ogromnym przejęciem dopytywała o szczegóły ( już po naszej rozmowie na żywo).





Mówiła i uśmiechała się do Juleczki a Julia odwdzięczała się również uśmiechem.

Pewnie wielu z Was zastanawia się teraz jak udało mi się dostać do „DDTVN”, co takiego zrobiłam?

Otóż kochani zupełnie nic nie zrobiłam.

TVN sam do mnie zadzwonił (ciekawe skąd miał numer-może z bloga).

Było to w poniedziałek.

Sama byłam totalnie zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego zupełnie.

Jeszcze nie do końca oswoiłam się z myślą, że Onet również włączył się w nagłośnienie sprawy umieszczając nasz materiał z Telekuriera w wiadomościach krajowych a tu już telefon z TVN.

Początkowo wahałam się czy się zgodzić.

Pomyślałam sobie, że dopiero został puszczony Telekurier z naszym udziałem i znowu ma być kolejny reportaż?

Bałam się, że ludzie pomyślą, że pcham się gdzie popadnie i negatywnie to odbiorą a w konsekwencji nie uda się uzbierać brakujących pieniążków.

Jednak po głębszym przemyśleniu stwierdziłam, że taka szansa już się może nie powtórzyć i nie mogę jej zaprzepaścić tym bardziej, że to przecież TVN największa (chyba) i najczęściej oglądana stacja.

To takie 5 minut Julci i muszę je wykorzystać najlepiej jak potrafię.

Dlatego właśnie się zgodziłam.

Efekty tego, co przygotował „Dzień Dobry TVN” mogliście obejrzeć wczoraj w programie na żywo a Ci, którzy nie widzieli a mieli by ochotę zapraszam do obejrzenia.

 Oto link:

No cóż to by było chyba na tyle relacji z tej przygody.

Jak mi się coś jeszcze przypomni to napisze.

1 komentarz:

  1. Wspaniała historia;-) tyle nerwów,stresu a całe spotkanie miało ok. 5 minut,ale uwierz mi Olu świetnie wykorzystałaś tą szansę i na pewno w 100% pomoże to Julii.

    OdpowiedzUsuń