Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy. Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy. Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest. Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość. Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.

niedziela, 15 stycznia 2012

"Nieoczekiwana wizyta STRAŻY POŻARNEJ"




Niedziela minęła w miłej i spokojnej atmosferze.
Nic nie zapowiadało,że wieczorkiem odwiedzi nas STRAŻ POŻARNA.
A jednak...
Wszystko za sprawą domniemanego czadu.
Ok.godz.18 poczuliśmy w naszej kuchni i łazience swąd dymu wychodzący z naszej wentylacji.Cóż było to bardzo dziwne bo wentylacja przecież służy do czegoś innego...
Po niecałej godzinie smród był nie do wytrzymania.Zrobiło mi się potwornie niedobrze,a mojego męża rozbolała głowa.
Z obawy,że wśród tego swądu może być również czad zadzwoniłam do dyspozytora naszej spółdzielni.
Ten poinformował mnie,że mam czekać bo właśnie jego ekipa wyjechała do jakieś awarii.
Chyba jednak facet nieźle się przestraszył bo w ciągu pół godziny od mojego telefonu przyjechała do nas straż pożarna-w dodatku na sygnale.
Sprawdzili wszystko i na całe szczęście czadu nie wykryli.
Jednak zaniepokoiło ich to,że w naszym mieszkaniu jak również na klatce schodowej czuć było bardzo mocno ową woń...
Sprawdzili wszystkich lokatorów z naszego pionu,ale wszyscy mają ogrzewanie elektryczne-tak samo jak my.
Więc skąd ten dym i swąd?
Otóż zagadka została nie wyjaśniona,a my w dalszym ciągu siedzimy w tym smrodzie...
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i nie musieliśmy jechać do szpitala choć strażacy namawiali nas na pogotowie...

1 komentarz: